Robert O’Neill – Komandos. Moja służba w Navy Seal i strzały, które zabiły bin Ladena

Operacja Włócznia Neptuna (Trójząb Neptuna, ang. Neptune Spear) to jedna z najsłynniejszych akcji sił specjalnych w historii. 2 maja 2011 r. operatorzy DEVGRU, zwanej też SEAL Team Six, zdobyli posiadłość w Pakistanie, na terenie której znajdował się Osama bin Laden i zastrzelili najbardziej poszukiwanego terrorystę świata bez strat własnych. Ta akcja, podobnie jak dwa lata wcześniejsze odbicie kapitana Richarda Philipsa z rąk somalijskich piratów, sprawiły, że Team Six wyszedł z cienia.

Rząd Stanów Zjednoczonych nie utajnia już samego istnienia tej elitarnej formacji, ale wciąż niewiele wiadomo o jej działaniu, szkoleniu czy organizacji. Dlatego z dużą ciekawością przystąpiłem do lektury książki „Komandos. Moja służba w Navy SEAL i strzały, które zabiły bin Ladena” Roberta O’Neila, który już w podtytule dumnie oznajmia, że to on zastrzelił najsłynniejszego terrorystę świata.

„Komandos” opowiada historię życia O’Neila od najwcześniejszych lat, gdy grał w koszykówkę w liceum i chodził z ojcem na polowania, aż po kres jego 16-letniej służby w armii. Bardzo dużo miejsca poświęca osławionemu BUD/S, czyli rocznemu kursowi, który jest jednocześnie selekcją do Navy SEAL, najsłynniejszych sił specjalnych świata. Opisuje trudy trzech etapów, zwłaszcza pierwszego, najbardziej wyczerpującego fizycznie, którego kulminacją jest legendarny „Hell Week”.

Następnie przechodzi do swojej służby w SEAL Team Two, selekcji do słynnego Team Six oraz opisuje misje, na które jeździł w ramach DEVGRU, w tym dwie najbardziej medialne – odbicie kapitana Philipsa (tego od filmu, w którym tytułową rolę zagrał Tom Hanks) oraz zabicie bin Ladena.

Wydawać by się mogło, że żołnierz sił specjalnych, który ma na koncie ponad 400 misji bojowych i masę odznaczeń na czele z dwiema srebrnymi gwiazdami, będzie w stanie opowiedzieć ciekawe historie. I faktycznie, O’Neil nie przynudza. Ale trudno doszukiwać się tu jakichś szczególnie pasjonujących czy rewolucyjnych fragmentów.

Być może dla kogoś, kto tematem interesuje się bardzo pobieżnie, opowieść O’Neila będzie rewelacją. Jednak jeśli siły specjalne to twój konik, za wiele się nie dowiesz. Pół książki zajmuje opis BUD/S, który jest chyba najczęściej opisywanym wojskowym kursem świata. Discovery zrobiło nawet o nim serial dokumentalny „Navy SEALs BUD/S Class 234” (prawie wszystkie odcinki można znaleźć na YouTube). O’Neil nie pisze tu nic nowego.

Z kolei opisy selekcji i akcji Team Six są raczej impresjami i zapisem wewnętrznych przeżyć autora. Wygląda jakby korzystał tylko z własnych wspomnień, bo rzadko dowiadujemy się co to była za akcja, jaki był cel i efekt. Także sposób działania czy sprzęt opisane są mocno pobieżnie. Naturalnie może to być efekt działania tajemnicy wojskowej i cenzury, ale nie zmienia to faktu, że wartość tych opisów jest ograniczona.

Dokładniej opisane są tylko dwie wspomniane wyżej akcje – odbicie kapitana Philipsa i zabicie bin Ladena. Tyle że tutaj też niemal nic nie różni się od oficjalnych raportów z obu akcji, które można przeczytać w Internecie. Jedynym oryginalnym elementem jest zapis emocji i przeżyć wewnętrznych jednego z biorących w niej udział żołnierzy.

Jednym z najbardziej irytujących elementów książki jest uporczywe zaczernianie nazwy Team Six. Rzekomo, jak informuje wydawca, na życzenie Biura Kontroli Wydawnictw Departamentu Obrony USA. Tyle że efekt jest groteskowy. Jaki jest sens utajniania nazwy jednostki, która ma własną stronę w Wikipedii? A najbardziej groteskowy jest fragment „[…] postanowił nazwać swoją grupę SEAL Team [zaczernienie], by zmusić Sowietów do zgadywania czy istnieją również zespoły 3, 4 i 5.” Czytelnik musiałby być wyjątkowo niedomyślny, by nie zorientować się, że pod zaczernieniem widnieje „Six”.

Pozostaje też kwestia wiarygodności samego autora. O’Neil odszedł z Navy SEAL rok po zabiciu bin Ladena. Sam na łamach książki twierdzi, że zastrzelenie bin Ladena wywołało zazdrość kolegów. W wywiadzie mówił wprost, że „zabicie bin Ladena zrujnowało jego życie”. Odsłużył tylko 16 lat, więc nie uzyskał przywilejów emerytalnych, dostępnych po 20-letniej służbie. Kilku wysoko postawionych SEALsów mocno skrytykowało go za robienie osobistej kariery na czymś, co powinno być sukcesem zespołu.

Myślę, że ciekawsza mogłaby być opowieść o tym jak SEAL próbuje przystosować się do życia cywila. O’Neil popadł w alkoholizm – został aresztowany za prowadzenie pod wpływem, choć po ugodzie skazano go ostatecznie za powodowanie zagrożenia w ruchu, co jest wykroczeniem niższego rzędu. Rozpadło się jego małżeństwo. Jednak o trudach przejścia do cywila znajdziemy tu tylko kilka słów, a właściwie kilka akapitów użalania się nad sobą. Szkoda.

Na sam koniec drobny minus dla wydawnictwa Rebis za polski tytuł książki. W oryginale brzmi on „The Operator”, czyli po prostu „Operator”. SEAL, a zwłaszcza Team Six, to nie komandosi, choć mogą wykonywać zadania komandosów. To przede wszystkim jednostka antyterrorystyczna, podobnie jak polski GROM, którego operatorów również nie powinno określać się mianem „komandosów”. Rozumiem jednak, że przeważyły względy marketingowe.

Czy warto kupić „Komandosa”? Mam mieszane uczucia. Książka na pewno może być ciekawa dla osoby, która niewiele wie o Navy SEAL i siłach specjalnych. Opowiedziana z humorem historia klasy 209 na BUD/S to bardzo przyjemna lektura. Jednak pasjonaci tematu nie dowiedzą się z tej książki nic nowego. Tak więc to dobra lektura dla początkujących, znacznie słabsza dla zaawansowanych czytelników.

Recenzja napisana dla LubimyCzytac.pl

ZOBACZ TEŻ:

Naval – Ostatnich gryzą psy

Sławomir Petelicki – GROM. Siła i honor

David Reid – Najdłuższy tydzień

Chris Kyle – Cel snajpera. Opowieść najbardziej niebezpiecznego snajpera w dziejach amerykańskiej armii

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *